Panie Michale, zanim zachorował Pan na grypę, jak wyglądało Pana życie?

Miałem 38 lat, pracuję jako informatyk. Po pracy często biegałem, grałem w piłkę z kolegami. Nigdy nie paliłem, jadłem raczej zdrowo. Zawsze uważałem się za osobę odporną – przeziębienie raz na kilka lat i to wszystko.

Jak zaczęła się ta choroba?

To był styczeń. Początkowo myślałem, że to zwykłe przeziębienie – katar, ból mięśni. Ale następnego dnia dostałem gorączki ponad 39°C, doszły dreszcze, kaszel, ból głowy. Lekarz rodzinny powiedział: „to grypa” i kazał zostać w łóżku. Brałem leki przeciwgorączkowe, dużo piłem. Po tygodniu poczułem się lepiej, gorączka spadła, więc wróciłem do normalnych obowiązków.

Kiedy pojawiły się pierwsze poważniejsze objawy?

Dosłownie kilka dni po „wyzdrowieniu”. Zauważyłem, że wchodząc po schodach, jestem kompletnie bez sił. Zaczęły się kołatania serca – nagłe, szybkie bicie, które przechodziło po minucie, ale zostawiało mnie wykończonego. Do tego dziwne uczucie ucisku w klatce piersiowej. Myślałem, że to po prostu osłabienie po chorobie.

Co Pana skłoniło, żeby jednak poszukać pomocy?

Pewnego dnia poszedłem pieszo do sklepu – 300 metrów. Wróciłem blady, zlany potem, serce waliło jak młotem. Żona się przestraszyła i zadzwoniła po pogotowie. W szpitalu zrobili EKG i badania krwi. Lekarz powiedział, że mam podwyższone troponiny i podejrzenie zapalenia mięśnia sercowego.

Jak wyglądał Pana pobyt w szpitalu?

Najpierw byłem w małym szpitalu, ale po badaniu echo serca – frakcja wyrzutowa tylko 40% – przewieziono mnie karetką na oddział kardiologiczny w dużym ośrodku. Tam trafiłem do sali intensywnego nadzoru. Podłączyli mi stały monitoring EKG, tlen. Przez pierwsze dni praktycznie nie wstawałem z łóżka.

Robili mi kolejne badania: rezonans serca potwierdził, że mam aktywne zapalenie mięśnia sercowego, najprawdopodobniej po grypie. Dostawałem leki na serce – beta-bloker, inhibitor ACE, moczopędne. Ograniczyli mi ilość płynów, bo miałem początki obrzęków.

Jak Pan znosił ten czas psychicznie?

To był szok. Z człowieka, który biegał po 10 km, stałem się kimś, kto męczy się przy przejściu do łazienki. Najgorsze były noce – wstawałem i czułem duszność, musiałem spać na dwóch poduszkach. Do tego strach… Lekarze nie ukrywali, że zapalenie mięśnia sercowego może być groźne.

Kiedy nastąpiła poprawa?

Po około tygodniu leczenia poczułem, że serce nie bije już tak nierówno. Mogłem przejść korytarzem bez zadyszki. Po dwóch tygodniach wypisali mnie do domu, ale z całą listą zaleceń: zero wysiłku przez pół roku, codzienne mierzenie ciśnienia, przyjmowanie leków i regularne kontrole u kardiologa.

Jak wyglądało życie po wyjściu ze szpitala?

Trudno było się pogodzić z ograniczeniami. Do sklepu chodziłem wolno, czasem musiałem się zatrzymać w połowie drogi. Nie mogłem dźwigać zakupów. Przez pierwsze tygodnie miałem wrażenie, że każda czynność wymaga planowania.

Po 3 miesiącach kontrolne echo wykazało, że frakcja jest nadal 40–42%. Włączono mnie do rehabilitacji kardiologicznej – ćwiczenia pod okiem fizjoterapeutów, nauka zdrowej diety, unikanie stresu.

Jak Pan dziś patrzy na to doświadczenie?

To zmieniło moje życie. Teraz wiem, że grypa to nie „zwykły katar” – to choroba, która może uszkodzić serce. Co roku się szczepię. Słucham swojego organizmu. Nie ignoruję zmęczenia, duszności, kołatań. I mówię o tym głośno, żeby inni nie powtórzyli mojego błędu.

Co powiedziałby Pan komuś, kto po infekcji czuje się podobnie?

Nie czekajcie. Jeśli po chorobie serce bije dziwnie, pojawia się duszność, osłabienie – idźcie do lekarza. Szybka diagnoza może uratować życie. Ja miałem szczęście, że trafiłem na dobrych specjalistów na czas.